czwartek, 1 października 2015

#4 Cudzych autorów czytacie, swoich nie znacie. "Morfina" Szczepan Twardoch

Morfina to substancja mająca silne działanie przeciwbólowe, ale też działa  odurzająco, bardzo uzależnia
Morfina Szczepana Twardocha również wciąga z każdą kartką chcesz więcej, więcej.




O Autorze:
Szczepan Twardoch– śląski pisarz, ur. 23 grudnia 1979 roku. - Socjolog, publicysta, felietonista. Był redaktorem działu literackiego dwumiesięcznika "Christianitas".





Fabuła

"Ja to ja. Jestem Konstanty Willemann, lubię samochody i eleganckie stroje, nie lubię koni, mundurów i nieudaczników. Ja — to nie byle kto. A jednak".

Konstanty Willemann  trzydziestoletni mężczyzna,   syn  niemieckiego arystokraty i  Ślązaczki. Wychowany na Polaka.  Żyje w trudnych czasach okupacji. Rozdarty między polskością a niemieckością. Walczy ze swoimi słabościami, uzależnieniem od morfiny,  walczy by być z żoną Helą i synem Jureczkiem, walczy z kochanką Salą. Jego życiowa droga ma wiele rozwidleń, tak jak jego osobowość, do końca nie wie kim jest, kim chce być, snując się ulicami  "zgwałconej" jak sam zwykł mawiać Warszawy prowadzi bardzo swobodne życie i nie przeszkadza mu w tym nawet wojna. Wplątuje się w pewną organizacje wywiadowczą zwaną Muszkieterami. Wbrew swojej woli zmienia dotychczasowe życie, nie będzie Heli, nie będzie Jureczka. Kostek rozpoczyna swą konspiracyjną działalność. Wyjeżdża poza Polskę i znów wraca do Warszawy, lecz powrót okazuje się mieć tragiczny w skutkach koniec.


Morfina Szczepana Twardocha to  prawdziwy rollercoaster,  ale nie chodzi tu o szybkość fabuły, czy stworzoną akcję, życie głównego bohatera bon vivanta z natury, kobieciarza i morfinisty jest  niestabilne, zachwiane i balansujące na cienkiej linie. Kostek ma problem ze samym sobą  rozdwojenie, które mu towarzyszy pojawia się na każdym kroku. W swojej żonie widzi teścia, słyszy głosy dobiegający ze swojego wnętrza
„Kostek pijesz? Piję. Wstaję, Wstajesz?”  W ciele Konstantego Willemana czai się demon, który włada jego tożsamością, który każde kochać żonę, ale który też każe iść do kochanki, który jest Polakiem, ale też Niemcem nie wie która drogą iść i z kim iść. Jakaś niewidzialna siła pcha go, głos kobiety, który przemawia, czy to jego żona? matka? Kochanka?  Czy głos sumienia? Anioł stróż czy diabeł? Siedzi gdzieś głęboko w głowie, nie widzialną ręką prowadzi.
"Wiec wychodzę i jest tak jakby ona szła za mną nie Salome, nie matka tylko ona. Idzie za mną postępuje za mną powoli, niechętni, ale przecież oderwać się ode mnie nie może, musi za mną iść i wiem, wiem, że jest kobietą a raczej kobiecą jest, w żywiole żeńskim zanurzoną, w żywiole ziemi, wilgoci i księżyca"


Powieść Szczepana Twardocha to bogata literatura. Narrację przepełnia  wysublimowany i narkotyczny rytm,  słownictwo  rynsztokowe, bluźniercze, okładka  przyprawia o zawroty głowy zachęca do szybszego mrugania oczami. Chociaż w powieści nie ma szybkiej zwrotnej akcji, a sam bohater krąży z ulicami podbitej przez Niemców Warszawy miota się ze swoimi  myślami, łamie wszelakie stereotypy,  antybohater bez krzty odpowiedzialności i  patriotyzmu. To jednak ta książka, wciąga czytelnika, taki strzał złotego płynu, który rozpływa się w każdym zakamarku ciała, wypełnia go ciepłem i ukojeniem.

"Przecież u niej, u Salome, została moja dobra buteleczka, buteleczka pełna szczęścia za sto złotych, jakże ą zostawić, jakże ja porzucić jakże nie zabrać?"

Moje odczucia 

Podobno Twardocha albo się lubi albo nienawidzi, czytając Morfinę przekonałam się sama dlaczego właśnie tak. Faktycznie pióro Szczepana Twardocha jest zupełnie inne. Nie znam pozostałej jego twórczości, ale pewnie nie odstaje zbytnio od  tej, która pojawia się w tej książce.  Jest inna, ale nie znaczy  zła, chociaż przyznam, że od czasu do czasu gadulstwo autora bywało nużące, a przez całą książkę w zasadzie nie dzieje się zbytnio nic wielkiego jak tylko obsesyjne uzależnienie od narkotyku i pogoń za własnym sobą. Nie mniej jednak muszę stwierdzić, że zdecydowanie bardziej przychylam się do tych lubiących twórczość autora. Zakończenie zostawia w czytelniku niedosyt, niczym głód narkotyczny nie daje spokoju. Fenomenalna lektura!

Informacje:
Autor: Szczepan Twardoch
Data wydania: Listopad 2012 rok
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Kategoria: Literatura współczesna
Liczba stron: 584
Moja ocena: 9/10