poniedziałek, 5 października 2015

#4 Poniedziałek z Sherlockiem




     
Z Księgi wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa 


Część:2 


Opowieść  czwarta

TAJEMNICA BOSCOMBE VALLEY



         Podczas Gdy John spędzał poranek w towarzystwie swej żony, nieoczekiwanie dostaje telegram od Sherlocka, który głosił, że pilnie potrzebuje go przy sprawie w  Boscombe Valley. Przyjaciel prosił o kilka dni wolnego.  Pod namową Mary John w pośpiechu  udaje się na dworzec. Sherlock opowiada Johnowi o sprawie. Na mokradłach zostaje znalezione ciało mężczyzny, pana Charlesa  McCarthy’ego, który dzierżawił spora część ziemi od niejakiego pana Johna Turnera. Obaj panowie byli wdowcami i mieli dzieci w tym samym wieku Charles miał syna, Turner córkę. W dniu tragedii James, syn pana McCarthy’ego wrócił z Bristolu, nie zastał ojca w domu lecz widział jak ten wysiadając z powozu i idzie przez podwórko. Nie miał pojęcia dokąd zmierza ojciec.  Sam wziął broń bo chciał udać się na polowanie po drugiej stronie jeziorka. Nie wiedział, że ojciec idzie przed nim, jego uwagę przykuł nagły krzyk  „Cooee” panowie używali go jako sygnału, zdenerwowany podbiegł w stronę brzegu i zobaczył swojego ojca, który był bardzo zaskoczony. Panowie wdali się w rozmowę, która szybko przerodziła się w sprzeczkę, doszło do rękoczynów. Świadkiem tych zdarzeń był gajowy, który widział jak James podąża za ojcem. Kłótnię widziała także czternastoletnia córka dozorcy posiadłości Boscombe Valley, która akurat zbierała kwiaty na łące. Dziewczynkę wystraszyła ta sytuacja i uciekła szybko do domu, mówiąc mamie o zdarzeniu.  Jednak niedługo po niej James McCarthy wbiegł zziajany prosząc dozorcę o pomoc, gdyż znalazł ciało ojca na brzegu jeziorka. Był cały we krwi.  Młody McCarthy jako jedyny podejrzany został aresztowany, tym bardziej, że nie miał nic na obronę i jak sam mówił nie jest tym zaskoczony i zasłużył na to.  Sprawą zajął się inspektor Lestrade , który poprosił Holmesa o pomoc. Sherlock twierdzi, że taka reakcja to oświadczenie o niewinności, albo jest bardzo twardy i opanowany akceptując taką sytuację. Podczas procesu oskarżony nie chce wyjawić motywu kłótni z ojcem. Tymczasem Sherlock i Lestrade  przesłuchują córkę pana Turnera, która wyznaje, że kłótnia dotyczyła jej i jest pewna, że James tego nie zrobił, bo nie skrzywdziłby nawet muchy. Panna Turner mówi też, że pan McCarthy bardzo chciał by jego syn ją poślubił. Jednak James nie był gotowy do pocięcia takiego kroku.
Podczas prowadzonego śledztwa na miejscu zbrodni SherlocK bystrym okiem dokonał rozeznania, znalazł kamień, którym zabójca uderzył pana McCarthy’ego  wydedukował również, że jest to osoba która utyka, w dodatku leworęczna, prawdopodobnie z ukrycia  przyglądała się kłótni ojca z synem  i czekała na dogodny moment. Oczywiście Lestradowi koncepcja ta wydawał się śmieszna, lecz Sherlock wiedział już gdzie i kogo szukać.


Opowieść piąta

PIĘĆ PESTEK POMARAŃCZY

        Podczas gdy Mary Watson wyjechała na kilkudniowe odwiedziny do swojej matki John korzystając z okazji przeniósł się do swego przyjaciela na Baker Street. Panowie przebywali w pokoju podczas gdy na dworze szalała nawałnica. Sherlock z zachmurzoną miną uzupełniał spis przestępstw. W pewnej jednak chwili usłyszeli dzwonek i kroki, które kierowały się w ich kierunku. Zdziwienie coraz bardzie się nasilało, bo  ktoś,  kto w taka pogodę przyszedł po pomoc musi być naprawdę w desperacji i jest szansa, że w końcu Sherlock będzie miał coŚ pożytecznego do roboty.  Ich gościem był młody mężczyzna, który wchodząc od razu przeprosił za najście i za bałagan, który zrobił swoim mokrym i zabłoconym ubraniem.  To pan John Openshaw, przybył po pomoc, bo jak twierdzi czeka go niebezpieczeństwo. Openshaw odziedziczył po ojcu majątek, który niegdyś też należał do jego stryja, opowiedział Sherlockowi  i Johnowi jak ta historia toczyła się od początku.  Wuj Johna Openshawa mieszkał jakiś czas w Ameryce, gdzie dorobił się sporego majątku. Po powrocie kupił posiadłość w hrabstwie Sussex. John jako nastolatek odwiedzał wuja, pewnego razu wuj chciał by John  z nim zamieszkał. I tak młody John już o najmłodszych lat był przedstawicielem w kontaktach swojego wuja. Pewnego razu gdy jedli śniadanie jego wuj  otrzymał przesyłkę z Indii. Gdy otworzył kopertę z jej środka wypadło pięć małych pestek pomarańczy . Johnowi przesyłka wydała się śmieszna, lecz widząc minę i przerażenie na twarzy stryja szybko jego humor znikł. Ponadto na kopercie od środkowej strony napisano czerwonym atramentem „K.K.K.”  Pytając stryja cóż to takiego usłyszał odpowiedź „śmierć”. Wuj zdrętwiały ze strachu udał się do swojego pokoju pozostawiając bratanka w nie mniejszym strachu.  Wuj natychmiast posłał po prawnika, a kiedy ten przybył na miejsce wyjaśnił Johnowi, że cały swój majątek przepisuje swemu bratu a jego ojcu i z pewnością kiedyś to on go odziedziczy, jednak jeśli działoby się coś złego niech czym prędzej go sprzeda. Chłopak poświadczył w testamencie. Od momentu otrzymania listu stryj popadł w alkoholizm, wychodził często. Pewnej nocy pod wpływem alkoholu wyszedł i nie wrócił, poszukiwania zaprowadziły do małego bajorka. Inspektor, który prowadził dochodzenie stwierdził, że to samobójstwo, gdyż  nie było widać śladów przemocy i nic nie wskazywało na udział innych osób. Siłą testamentu ojciec Johna przejął posiadłość. John namówił ojca by przeszukali zamknięty pokój na strychu, stryj zabronił tam zaglądać. W pokoju znaleźli szkatułkę, której przylepiona była kartka z takim samym napisem jak na kopercie trzy litery „K”. Dwa lata później stary pan Openshaw otrzymał kopertę, w której tak jak jego brat znalazł pięć pestek pomarańczy i tak jak poprzednio na kopercie widniał napis „K.K.K.”  John chciał sprawę zgłosić na policję, jednak jego ojciec uznał, że zostanie pośmiewiskiem idąc z taką sprawą.  Po kilku dniach ojciec postanowił pojechać do swojego przyjaciela. Lecz niestety dzień po przyjeździe John otrzymał złe wieści, ojciec spadł do wyrąbiska.  Podobnie jak z wujem nie było śladów czyichkolwiek działań. John stał się więc właścicielem posiadłości. Przez dwa lata żył w posiadłości w Horsham lecz „klątwa” dosięgła i jego,  otrzymał w kopercie pięć pestek pomarańczy. Przerażony stwierdził, że musi udać się do kogoś o pomoc i tak oto trafił na Baker Street 221B. Sherlock wysłuchawszy historii swojego klienta stwierdził, że jest to jedna z najbardziej niezwykłych spraw z jakimi miał do czynienia.  Podejmuje się  tej sprawy. Rozwiązuje zagadkę z napisem „K.K.K.” Nieco później zaczęły dziać się rzeczy, które jak sam stwierdził Sherlock uraziły jego dumę, ale jednocześnie buzują w nim silne emocje i nie spocznie póki nie dorwie tego kto rozpętał takie piekło.


Opowieść szósta

KRZYWOUSTY

             Późnym wieczorem , gdy John i Mary mieli już kłaść się spać, ktoś zadzwonił do drzwi. Pani Watson byłą pewna, że jej męża wzywają do pacjenta. Do pokoju weszła kobieta, przeprosiła za najście o tak późnej porze i natychmiast rzuciła się w ramiona Mary. Była to dobra znajoma Mary, Kate Whitney, która przyszła prosić o pomoc, gdyż jej męża od dwóch dni nie było w domu. Mąż Kate był uzależniony od opium i nie był to pierwszy raz kiedy wybywał z domu zaspokoić głód narkotykowy, jednak szybko wracał, tym razem zabawił na dłużej. Kate podejrzewała gdzie może być jej mąż, lecz obawiała się udać samotnie w takie miejsce.  John obiecał, że pojedzie do doków gdzie mógł przebywać Isa. Jako jego lekarz wiedział jak  go podejść  i opanować sytuację,  wezwał dorożkę i ruszył. Znalazł palarnię opium i leżącego tam Isę, który był pod silnym wpływem narkotyku i upierał się, że jest w palarni dopiero kilka godzin. Wychodząc Johna zaczepił starszy mężczyzna, wysoki chudy i przygarbiony ubrany w łachmany. Jakież było zdziwienie Johna jak okazało się, że to Sherlock Holmes we własnej osobie. Prowadzi śledztwo, które wymagało takiego kamuflażu. Pod namową Sherlocka John napisała liścik do Mary, swego znajomego  wsadził do dorożki, która zawiozła go do domu. Ciekawość zżerała Johna cóż za śledztwo prowadzi Sherlock. Panowie zamówili dorożkę, która miała zawieść ich do tymczasowego mieszkania Sherlocka. Po drodze Sherlock opowiedział o śledztwie o nie jakim Neville St. Clair dżentelmenie, który kupił willę i zagospodarował otaczające ją tereny. Co rano wyruszał do Londynu załatwiać interesy, wydawał się porządnym człowiekiem dobrym mężem i ojcem. Pewnego razy wyszedł wcześniej niż zwykle w celu załatwienia ważnych spraw, obiecał również kupić klocki swojemu synowi. Problem zaczął się gdy tuż  po wyruszeniu męża  jego żona otrzymała telegram informujący, że czeka na nią paczka o znacznej wartości. Pani St. Clair nie mogła złapać dorożki, szła więc pieszo gdy nagle usłyszała krzyk i w jednym z budynków dostrzegła swojego męża, był to ten sam budynek, w którym  mieści się palarnia opium. Pani St. Clair była przestraszona, sądziła, że jej mężowi zagraża niebezpieczeństwo,  chcąc wejść  do pokoju została wyrzucona przez Hindusa i jego starszego kalekiego  pomocnika na ulicy szczęśliwie spotkała inspektora,  mimo sprzeciwu właściciela funkcjonariusze weszli do pokoju z którego Pani St. Clair mogła widzieć męża, jednak po mężczyźnie nie było śladu. Hindus i jego towarzysz cały czas wypierali się, ze nikogo tu nie było, inspektor czuł dezorientację i sądził, że Pani St. Clair mogło się przewidzieć, iż zobaczyła męża.  Jednak kobieta na stole zauważyła małe pudełko, były to klocki, które jej mąż obiecał kupić synkowi.  Tym razem przeprowadzono oględziny całego dom, które dały mnóstwo znaczących informacji. Znaleziono ślady krwi na parapecie a za zasłoną pokoju upchano ubrania, oraz zegarek  pana St. Clair’a, wszystko wskazywało na to, ze zaszła straszna zbrodnia.   Stary kaleka i Hindus zaprzeczali wszystkiemu. Po przyjrzeniu się sprawie oko Sherlocka bystro przyglądało się kalekiemu  nędznikowi, nazywał się Hugh Boone i mieszkał nad palarnią, był żebrakiem  i prawdopodobnie jako ostatni mógł widzieć Pana St. Clair’a.  Prawda, która z biegiem czasu wyjdzie na jaw okazuje się być bardzo zaskakująca a tym bardziej osoba żebraka.