poniedziałek, 26 października 2015

#6 Poniedziałki z Sherlockiem


Fajka, skrzypce, długi płaszcz, charakterystyczny kaszkiet, umiejętność dedukowania...Tak przecież do Sherlock, dla którego zwykła egzystencja to banał. Dlatego też nie przestajemy



Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa

Sir Arthur Conan Doyle
część:4 


Opowieść dziesiąta

SZLACHETNY KAWALER 


Sherlock o John właśnie oczekują nowego klienta, lecz nie jest to byle kto, a osoba pochodząca z najznamienitszych angielskich rodów. Lord Robert Walsingham de Vere St. Simon. Zapowiedział się listownie w związku z pewnym nieprzyjemnym wydarzeniem, zaznaczając iż sprawą zajął się już  inspektor Lestrade lecz nie miał nic przeciwko konsultacji z Holmesem. Punktualnie o czwartej po południu portier zapowiedział Lorda Roberta St. Simona. Sherlock wiedział z jaką sprawą tak ważna osobostość przychodzi. W gazetach aż huczało od tajemniczego zniknięcia jego świeżo poślubionej żony Hotty Doran córki kalifornijskiego milionera. Po zaślubinach  w kościele młodzi i ich najbliżsi udali się do ojca panny młodej by świętować. Prywatną uroczystość przerwał incydent, młoda kobieta usilnie próbowała wejść do domu mówiąc, że musi pilnie porozmawiać z lordem St. Simonem. po małej szarpaninie kobietę w końcu udało się wypędzić. Chwilę po tym zajściu panna młoda poskarżyła się na złe samopoczucie i udała do swojego pokoju. Wszystkich zaniepokoiło zachowanie Lady Simon. jej ojciec poszedł więc sprawdzić jak się czuję, ku zdziwieniu pokojówka poinformowała, że jej pani nie leżała w pokoju a chwyciła tylko płaszcz i pędem wybiegła z domu. Pozostali ze służby potwierdzili, lecz nie sądzili że to mogła być panna młoda, bo wydawało im się iż siedzi przy stole z pozostałymi. Inspektor Lestrade ze Scotland Yardu podjął już pierwsze kroki i przesłuchiwał kobietę, która zakłóciła przebieg uroczystości, twierdząc że jest zamieszana w zniknięcie panny młodej. Okazało się, że kobieta, która chciała tak pilnie zamienić słowo z lordem w dniu jego ślubu to jego znajoma, a podczas uroczystości w kościele humor panny młodej diametralnie się zmienił gdy dojrzała w ławie pewnego tajemniczego mężczyznę.

"Ta sprawa była interesująca, gdyż bardzo wyraźnie ukazuje, jak proste może być rozwiązanie zagadki, która na początku wydaje się nie do rozwikłania"( str. 290)

Opowieść jedenasta

BERYLOWY DIADEM 

John i Sherlock obserwowali ludzi z okna przy Baker Street, uwagę ich zwrócił około pięćdziesięcioletni mężczyzna, który wybiegając ze stacji metra Metropolitan od razu wzbudzał zainteresowanie swoim dość ekscentrycznym zachowaniem, z nerwowością wymachiwał rękoma, kiwał głową, podskakiwał a na twarzy pojawiały się grymasy. Mężczyzna ten rozglądał się również nad budynkami i numerami. Sherlock był pewien że zmierza właśnie do nich. Nie mylił się mężczyzna wpadł do pokoju ciężko oddychając i nadal mocno gestykulując, a nawet uderzając głową w ścianę. Zachowanie jego mogło świadczyć iż jest niespełna rozumu. Nieco się uspokoiwszy przeprosił za swoje zachowanie i odpowiadając na pytanie Sherlocka potwierdził, że ma wielkie kłopoty. Przedstawił się również jako Alexander Holder z banku Holder&Stevenson. Bank nie był obcy dla Johna i Sherlocka.  Alexander opowiedział co wzbudziło w nim taką nerwowość. Jego bank udzielał przeróżnych pożyczek pod zastaw nawet największych kosztowności. Lecz tym razem to co mu ofiarowano przewyższało wszystkie dotychczasowe. W banku zjawił się ktoś ważny i z szlachetnego rodu, prosząc o pożyczkę w wysokości pięćdziesięciu tysięcy funtów pod zastaw zostawiając berylowy diament wart dwa razy więcej niż suma, którą chce pożyczyć dlatego zastrzegł by go dobrze schowano. Alexander zadrżał, przechowywanie tak wyjątkowej kosztowności jeszcze nigdy nie wywoływało takich obaw, oraz ryzyka jakie niesie przechowywanie diademu.  Jednak zgadza się na pożyczkę. Klejnot zaś umieszcza w osobistym sejfie. Pod koniec pracy stwierdził, że nie jest to dobre miejsce by przetrzymywać w nim skarb narodowy, postanawia zabrać klejnot do domu by mieć go cały czas na oku. Podczas kolacji Alexander zwierzył się swojemu synowi Arthurowi i córce Mary z tego co go spotkało, po czym udał się spać. Jednak po tym co się zdarzyło i co przechowywał w swoim sekretarzyku nie był to spokojny sen, a przerwał go szmer tuż przy skrytce, w której przechowywany był klejnot idąc tam Alexander natknął się na swojego syna, który właśnie trzymał diadem, ze strachu upuścił go a gdy Alexander go podniósł zauważył, że ten jest powyginany, zniszczony i brakuje w nim kilku beryli. Syn Alexandra zawsze miał problemy z hazardem i pieniędzmi obstawiając i przegrywając wprowadzał się w długi. Tego wieczoru tuż po kolacji kiedy to Alexander opowiedział o swoim kliencie i jego drogocennym zastawie Arthur chciał jak zwykle pożyczyć pieniądze, ojciec jednak mu odmówił. Przyłapany na gorącym uczynku trafił do aresztu. Lecz nie jest to koniec sprawy nos Sherlocka Holmesa mówi jednak, że to nie Arthur zniszczył berylowy diadem.

Opowieść dwunasta 

BUCZYNA

"Człowiek, który kocha sztukę dla niej samej- stwierdził Sherlock Holmes [...] często czerpie największą przyjemność z jej najbardziej błahych i najniższych przejawów" 

Sherlock otrzymał telegram od młodej kobiety, Violet Hunter  która  prosi o radę, czy powinna przyjąć posadę guwernantki. Poszukiwała pracy, zgłosiła się do agencji guwernantek i raz w tygodniu chodziła na spotkanie, by sprawdzić oferty. Wchodząc do biura tym razem obok panny Stoper, która zarządzała biurem siedział postawny mężczyzna, uśmiechający się od ucha do ucha. Jephro Rucastle bo tak się nazywał wypytał pannę Hunter o zarobki mówiąc, że u niego dostanie znacznie więcej niż w poprzedniej pracy. Skromne oszczędności Violet kurczyły się szybko a wynagrodzenie było kuszące, praca z jego sześcioletnim synem nie była by ciężka. Pan Rucastle zaznaczył jednak, że wraz z żoną mają dość dziwne upodobania, pytał Violet, czy nie byłoby dla niej problemem gdyby poprosili ją o założenie błękitnej sukni, lub o ścięcie swoich długich włosów na krótko. To pytanie zaskoczyło ją, na suknię mogła się zgodzić, lecz ściąć włosy? dlaczego akurat takie życzenie? Panna Hunter odpowiedziała, że nie jest to możliwe, na co pan Rucsatle poprosił pannę Stoper o inne dziewczęta czekające na rozmowę natomiast panna Stoper z oburzeniem stwierdziła, że nie ma sensu zapisywać pannę Hunter znów w księgach skoro odrzuca takie oferty pracy. Violet wyszła z bura przygnębiona bijąc się z myślami, czy aby na pewno dobrze postąpiła, potrzebuje pracy  taka oferta może się nie powtórzyć. Następnego dnia otrzymała list od samego pana Rucastle, który nadal prosi o powtórne przemyślenie jego oferty, obiecywał, że zachcianki jego i jego żony nie będą bardzo uciążliwe, jednak nadal podtrzymuje by Violet ścięła włosy przed przybyciem do Buczyny ich posiadłości w hrabstwie Hampshire. Violet nie widziała dlaczego musi to zrobić, ale pilnie potrzebowała pieniędzy i była gotowa udać się tam do pracy. Idąc za radą Sherlocka przyjmuje propozycję jednak gdy coś działo się niespodziewanego ma natychmiast wysłać telegram. Po dwóch tygodniach panna Hunter przysłała wiadomość, w której prosiła o pilny przyjazd. Sherlock i John jeszcze tego samego dnia wyjechali na spotkanie. Panna Hunter podczas spotkania opowiedziała o tajemniczym korytarzu, który zamykany jest na klucz, gdy wkradła się tam ujrzała przez szparę przy drzwiach, że ktoś jest w jednym z pokoi. Była przerażona i oczekiwała pomocy Sherlocka. Oczywiście zagadka, która początkowo mogła wydawać się śmieszna i błaha okazała się zaskakująca ujawniając całą straszną prawdę.
"Watsonie, jednym z przekleństw człowieka o umyśle takim jak mój jest fakt, że na wszystko patrzy z perspektywy sprawy, którą się zajmuje. Ty spoglądasz na rozsiane wokół domy i dostrzegasz ich piękno. Kiedy ja się im przyglądam, myślę wyłącznie o tym, iż są odcięte od świata i można tu bezkarnie popełnić przestępstwo"

Za każdym razem gdy czytam opowieści o Sherlocku przeżywam je tak samo mocno. W Przygodach Sherlocka Holmesa składających się z dwunastu krótkich opowieści wiele się zdarzyło wszystkie są inne, ale każda zaskakuje bystrością Sherlocka oraz jego opanowaną do perfekcji sztuką dedukcji. Nie zapominam również o jego wiernym towarzyszu, Johnie Watsonie, dwie równe osobowości tworzą tak fantastyczny duet.