środa, 28 października 2015

Córki Marionetek. Maria Ernestam- Recenzja

Karuzela, któż z nas jako dziecko nie lubił chodzić na karuzelę? Kolorowe pojazdy, koniki unoszące się to w górę to w dół? A teatrzyk marionetek? z czym właściwie kojarzą się marionetki? Będąc małą dziewczynką często miałam taką wyobraźnię, że to my ludzie jesteśmy takimi właśnie marionetkami, ktoś bawi się w teatrzyk, wystawia sztukę, układa cały scenariusz wydarzeń kieruje nami nie zawsze we właściwą stronę. 


Autorka 

Maria Ernestam pochodzi z Uppsali, ale od kilku lat mieszka  i pracuje w Sztokholmie.
Studiowała literaturę angielską, ma też za sobą studia matematyczne, dziennikarskie oraz
nauk politycznych. Ma na swoim koncie 
sześć powieści, a ostatnią jest Córki Marionetek


Fabuła

Historia rozpoczyna się, od zdarzeń z  przeszłości. Po tygodniach deszczy i burz na zachodnim wybrzeżu w małym szwedzkim miasteczku zaświeciło słońce, lecz zmiana pogody nie przyniosła wbrew pozorom nic dobrego. Jedenastoletnia wtedy Mariana znajduje swojego ojca martwego, przywiązanego do konia na karuzeli. Ktoś dokonał tak strasznej zbrodni w miasteczku, w którym wszyscy się znają, zabójstwo jej ojca wywołało  poruszenie na cały kraj, media nie dawały spokoju przed ich domem i sklepem wciąż przesiadywali reporterzy. Sprawcy nie odnaleziono aż wszystko  powoli przycichło. Cień tamtych wydarzeń wciąż krąży, nie tylko nad Marianą, jej dwiema młodszymi siostrami  i mamą, ale  i całym miasteczkiem.

 Mariana,  przez wszystkie lata żyła z obrazem tamtego pamiętnego dnia.  To ona przejęła rodzinny sklep, w którym sprzedawane były  m.in. marionetki, gry i inne rzeczy, organizowała spotkania, gdzie dzieci mogły wysłuchać przeróżnych opowieści, bajek i legend. Sklep stanowił  ważną rolę w życiu rodziny, a  karuzela, przy której znalazła ciało ojca należała niegdyś do dziadków, którzy podróżowali nią po świecie by pewnego dnia osiedlić się właśnie w małym miasteczku, wykorzystując karuzelę jako formę rozrywki, a która również stała się wyznacznikiem pór roku,  zimą i jesienią ukryta w szopce by na wiosnę i lato wyjść z ukrycia i zabawiać dzieci i dorosłych. Przez te wszystkie lata mimo tak bolesnych wspomnień Mariana nie potrafiła opuścić miasteczka, zrezygnować, ze sklepu, czy karuzeli,  nie zmusiła jej nawet nowa praca jej męża Victora, który zabierając ich córkę Teresę wyjechał aż do USA.  Mariana miała w odpowiednim momencie do nich dołączyć, lecz sama w końcu doszła do wniosku, że ten odpowiedni moment nigdy nie nastąpi.
"Wszyscy mamy swoje sposoby, by uciec od tego, co nas męczy. Pracujemy. mówimy, milczymy, dekorujemy, piszemy, czytamy, wypływamy w morze, występujemy na scenie, stoimy w miejscu, albo pędzimy przed siebie - daleko, do przodu. Z czasem znajdujemy najlepszy sposób na ucieczkę przed mrocznymi wilkami trwogi, wreszcie uczymy się z nimi żyć, a nawet miewamy wrażenie, że udało nam się je oswoić?"


Pewnego dnia w miasteczku zawrzało, pojawił się dziennikarz,  Amnon Goldstein, który kupił i wyremontował od dawna pustą, stara piekarnię. Szybko zawarł znajomość z mieszkańcami jedni bardziej inni mniej przyjemnie go przyjęli, nie codziennie ktoś nowy wprowadzał się do miasteczka. Zaraz po przybyciu Amnona zaczęły dziać się niepokojące rzeczy. Ktoś wybił szybę w witrynie sklepowej u Mariany, dochodzi też do przerażającego odkrycia zwierzęcych oczu i serca.

Córki Marionetek to powieść o cieniach przeszłości, o historii, która mimo biegu lat potrafi  ciągle wisieć w powietrzu, a prawda o zbrodni popełnionej wiele lat temu wychodzi na jaw, ale nie tylko bo powieść zabiera nas też w bajkową krainę, w której teatrzyk i marionetki odgrywają ważną rolę i stają się nieodłączną częścią miasteczka, ich motyw ma pewne przesłanie. Czytając całą powieść odnosi się wrażenie, jakby w targanej wiatrem szwedzkiej  krainie, ktoś pociągał za sznurki, kierował każdym mieszkańcem jak tytułową marionetką. 

 Obraz Marionetki  Claude'a Verlinde'a
[...] 
Przez dolinę cienia zabrać was chciałam 
w podróż, tak jak to sobie upodobałam.
Chciałam pokazać niepoprawność tego, 
jak ktoś się staje marionetką złego.

Jeśli się odważysz, zobacz
własnymi oczami, że jesteś biedaku,
związany sznurami.
Może ty sam masz nad nimi dowodzenie. 
I tak każdy się miota po swojej arenie.

[...]

Posłuchał morału lalki na koniec przedstawienia. 
jestem z drewna, ale mam dar myślenia. 
Odetnij sznurek, co źle cię kieruje tam,
kontroluj lalkę, którą jesteś sam. 
(str. 379/380)

Moja opinia

"Trzymający w napięciu thriller psychologiczny osadzony w bajkowym krajobrazie szwedzkiego miasteczka" Taki napis widnieje na okładce, w ogóle sama okładka jest dość ciekawa, a  powieść jako całość?  urzekły mnie te marionetki, urzekły mnie legendy i bajki, które pojawiają się w tekście, cała książka owiana jest taką nostalgią. Autorka również pod koniec książki zdradza nieco historii z życia jej dziadków, które właśnie pozwoliła sobie wykorzystać w książce. Chociaż wątek z szybą i narządami rozczarował mnie to jednak ta magia bajek, teatru i lalek przyciąga.

Informacje

Autor: Maria Ernestam
Tłumacz: Magdalena Anna Kostrzewska
Data wydania: 28.01.2015
Wydawnictwo: Czwarta strona
Kategoria: thriller/ sensacja
Liczba stron: 320
Moja ocena: 6/10